"Dla niektórych każdy powód jest dobry, żeby pozbyć się swojego pupila" | Gazeta Bałtycka
Opublikowano: 4.09.2020

„Dla niektórych każdy powód jest dobry, żeby pozbyć się swojego pupila”

Zwierzęta towarzyszą człowiekowi od najdawniejszych czasów, mimo to wciąż są ofiarami przemocy i bestialstwa. Jeśli uda im się przeżyć, często trafiają do schronisk. O kulisach funkcjonowania zwierząt w gdańskim schronisku „Promyk” rozmawiamy z jego kierownikiem, Piotrem Świniarskim.

fot. Marta Budner

Marta Budner: Jest Pan pracownikiem schroniska „Promyk” w Gdańsku. Proszę powiedzieć, co to dla Pana oznacza, z czym wiąże się taka praca?
: Kiedy się tutaj zatrudniałem, sądziłem, że będę miał dużo większą styczność ze zwierzętami. Okazało się jednak, że przede wszystkim mam styczność z ludźmi. Ze zwierzętami oczywiście jest o wiele łatwiej, tym bardziej że odwiedzają schronisko specyficzne osoby. Czasami jest naprawdę ciężko się dogadać. Z pewnością jest to praca bardzo nerwowa, stresująca, która wysysa „siły żywotne” z człowieka. Czasami ma się tego serdecznie dosyć i najchętniej rzuciłoby się to wszystko, ale ciągniemy ten wózek.

W takim razie co trzyma Pana przy tym miejscu?
Jest kilka rzeczy. Między innymi to, że od dziecka lubiłem zwierzęta, może bardziej niż lubiłem. Oczywiste jest, że kiedy przyszedłem na to stanowisko, każde porzucone przeżywałem bardzo mocno. Szczególnie kiedy nosiło to znamiona znęcania się czy dużego zaniedbania. Po tych kilkunastu latach człowiek się jednak uodparnia, ale zdarzają się momenty, kiedy łza się w oku kręci.

fot. Marta Budner

Pamięta Pan najbardziej wstrząsającą historię?
Było ich sporo. Czasami są to historie nawet niezawinione przez człowieka. Jak na przykład kot wkręcony w tryby maszynerii samochodowej. Chciał się schronić, bo tam było cieplej. Innym przykładem była konieczność amputacji dwóch kończyn, czy , który trafił na swój ostatni rok lub dwa do nowego domu. Było to po tym, jak ktoś go najprawdopodobniej wyrzucił na polu żeby sobie zdechł, bo już był taki stary i słaby. Pamiętam też szczeniaka wyrzuconego, z któregoś piętra. Było naprawdę dużo takich sytuacji, które naprawdę potrafią wstrząsnąć człowiekiem.

Ma Pan swojego ulubieńca wśród zwierzaków?
Mój ulubieniec biega tutaj obok nas, pies Tymon. Jest ze mną od wielu lat. Trafił do schroniska jako niesamowity dzikus, którego koleżanka z biura przyniosła wręcz na siłę. Mieszkał przez miesiąc pod regałem, nie chciał wyjść. Ja natomiast siadałem przed nim, pod ścianą i mówiłem do niego. W końcu stałem się jego przyjacielem i jedyną osobą, którą był w stanie zaakceptować. Teraz na stare lata, kiedy ma już około 15 lat, złagodniał, stał się bardziej towarzyski o tyle, że czasem pozwala się pogłaskać obcej osobie.

Czy uważa Pan, że trafiające do was zwierzęta coś ze sobą łączy? Jakiś wspólny czynnik?
Nie ma wspólnego czynnika. Trafiają z różnych przyczyn. Czasami nudzą się właścicielom, nie spełniają ich oczekiwań, okazują się mieszańcami, bo w wieku szczenięcym czasami ciężko jest poznać czy to zwierzę rasowe, czy nie. Przyczyną są też wyjazdy zagraniczne, nieudane prezenty. Dla niektórych każdy powód jest dobry, żeby pozbyć się swojego pupila.

Kiedy trafia do was najwięcej zwierząt?
W zasadzie nie ma takiego wyraźnego szczytu. Kiedyś sezon wakacyjny był takim szczytem, jak i czas około świąt Bożego Narodzenia, kiedy to niechciane prezenty były wyrzucane. W ostatnich latach się to trochę spłaszczyło, chyba nie ma okresu, kiedy psy są tłumnie wyrzucane.

Kiedy zaczynały pojawiać się w Polsce obostrzenia związane z koronawirusem, dużo mówiło się o tym, że ludzie biorą psy, żeby móc wychodzić na spacer. Czy po tym okresie nie przyjęliście większej ilości liczba czworonogów?
Nasze schronisko było zamknięte, w zasadzie wydawaliśmy tylko zwierzęta, których właściciele się odnaleźli. Nie było adopcji, a stan posiadania schroniska nie zmienił się aż tak wyraźnie. Staraliśmy się ograniczyć kontakty z osobami trzecimi.

Według Pana, Jakie zwierzęta wg Pana mają największą szansę na adopcję?
Małe, młode i miłe. Najmniejszą natomiast duże, stare, schorowane i niesocjalizowane. Ludzie zawsze chcą mieć pupila na długie lata, nie chcą się z nim zbyt szybko żegnać. Rzadko kiedy znajduje się osoba, która z pełną wiedzą i świadomością bierze np. psa, aby dać mu dom na ostatnie miesiące czy lata.

fot. Marta Budner

Jest coś, co chciały Pan powiedzieć, żeby zachęcić ludzi do otwarcia się na adopcje ze schroniska?
Wszystkie schroniska istnieją po to, aby czasowo przetrzymywać zwierzęta. Staramy się, żeby jak najszybciej trafiały do nowego domu, zarazem chcemy, aby były to świadome adopcje. Zapraszamy wszystkich, którzy chcą posiadać pupila. Są to zwierzęta, które potrafią okazać wdzięczność, to właśnie one najbardziej potrzebują człowieka. Jest u nas obecnie około 120 psów, nie ukrywam, że sporo z nich jest leciwych, które w związku z podeszłym wiekiem mają wszelakie choroby, ale one również potrzebują domu, może nawet bardziej niż te inne.

Bardzo dziękuję za rozmowę, ja również zapraszam wszystkich do odwiedzin schroniska i świadomych adopcji.
Również dziękuję.

Rozmawiała: Marta Budner


Polub Gazetę Bałtycką na Facebooku:

Autor

- Gazeta Bałtycka

Dodaj komentarz

XHTML: Można użyć znaczników html: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>