Jaka jest współczesna polska edukacja? | Gazeta Bałtycka
Opublikowano: 26.02.2014

Jaka jest współczesna polska edukacja?

na dzień dzisiejszy wygląda, delikatnie mówiąc, marnie. Nie ma tu jednego czynnika determinującego całokształt jej wątpliwych efektów. Tych ostatnich jest za to wiele. Proces nauczania w kraju utknął w martwym punkcie gdzieś pomiędzy końcem lat osiemdziesiątych a początkiem XXI wieku, ów „impas” można rozwiązać „chirurgicznym” cięciem. 

Jaka jest współczesna polska edukacja?

„Skalpelem” nie jest reforma – jej akurat w systemie oświatowym nie brakuje, ale metody w jakie nas zaopatruje dydaktyka. Dzisiejsza szkoła (w tym przypadku mówię o szkołach „normalnych”, kształcących większość społeczeństwa – tzw. Kowalskich, a nie o elitarnych – jednostkowych – kształcących promil społeczeństwa polskiego) ma bardzo ubogie – lub nie ma praktycznie żadnych – walorów poznawczych. Uczniowie od najmłodszych lat zamiast bazować na ciekawości, chęci przygody i poznania czegoś nowego  na tym, co w młodości jest motorem rozwoju – muszą uczyć się determinacji i akceptacji życia takim, jakim jest widziane przez „dorosłych”. Wstają o tych samych porach jak dorośli, mają często takie same obowiązki (obowiązek bycia w szkole przez prawie 8 godzin), mało tego – muszą zabierać „pracę” do domu. Poza tym w ich „pracy” nie mają jednego kierownika – tych „kierowników” (nauczyciele) jest kilkunastu. Mówi się, że szkoła jest od tego, żeby „uczyć”. Tu możemy sobie jednak postawić pytanie: ”Czego i jak szkoła ma uczyć?”

Dzisiejsza szkoła uczy dzieci, że wiedza nie zawsze jest odzwierciedleniem oceny i na odwrót. Młodzież uczy się, że ocena w dużej mierze zależy od zysku platonicznego i relacji z „kierownikiem” danego kierunku, a nie od pasji czy zdobytej wiedzy. Sam proces oceniania w końcu spoczywa też na człowieku – jest nim nauczyciel.

Polska nie ma zasobów diamentów, ropy, kakao czy orientalnych przypraw. Nie jesteśmy krajem, który mógłby stanąć w szranki z największymi gigantami ekonomicznymi na świecie – bo mimo, iż „złoża” są, na razie państwo polskie nie chce z nich skorzystać. Tym surowcem są młodzi Polacy. Polska posiada rzeszę ludzi, których marzeniem jest żyć godnie – co zupełnie nie oznacza luksusów i przepychu – tutaj stawką są naprawdę potrzeby z mediany potrzeb społecznych. Na dzień dzisiejszy „wypuszcza w świat” ludzi, którzy nawet, jeśli mają wiedzę, to boją się jej użyć, lub osoby, które ani nie mają wiedzy, ani perspektyw. Oczywiście są też jednostki, które potrafią sięgnąć po laury, ale jest to bardziej kwestia środowiska rodzinnego i cech personalnych.

Gdzie tkwi błąd?

Wielu wskazałoby reformę edukacji, jeszcze inni wskażą „czynnik ludzki”,  jakim jest nauczyciel. Idąc dalej, spotkamy się z odnoszeniem edukacji do polityki i bieżącej sytuacji polityczno-gospodarczej. Ci ludzie w jakimś mniejszym lub większym stopniu mają rację. Tak czy owak nie zmienia to sytuacji w oświacie polskiej. W  miejscu wspomnianym wcześniej – „skalpelem” musi stać się metoda i forma przekazywania wiedzy.

Ponieważ emerytura i egzystencja na etapie tzw. ”jesieni życia” bazuje na możliwościach wytwórczych młodego pokolenia, skłania mnie to do negatywnej refleksji nad moją i każdego innego Polaka przyszłością. Oczywiście, politycy mogą reformować gospodarkę strukturę ekonomiczną państwa, skupiać się na statystykach, wskaźnikach i prognozach matematycznych – nie prowadzi to jednak do rozwiązania problemu, przed którym możemy stanąć za 10 lat- wtedy już zabraknąć możliwości pomysłów.

Od wielu lat słyszy się pomysły uzdrowienia edukacji. Są to reformy takie jak, obniżanie wieku edukacyjnego, zmiany w podstawie programowej, reformy matur i egzaminów. Patrząc okiem praktyka – na nic się to zdaje. Przypomina to zmianę scenografii w teatrze do i tak marnej sztuki. Jakakolwiek by ta scenografia nie była i tak nie zmieni treści i przekazu- marne przedstawienie – i tak pozostanie marnym.

Rozwiązanie problemu tkwi w metodzie i środkach nauczania. Na dzień dzisiejszy głośnym hasłem jest , ucieczka młodych od książek i od nauki. Swoją drogą nie dziwię się uczniom. W ich wieku, z ich dynamiką i pokładami energii, też uciekałbym do milszych alternatyw niż papierowe kartki z treścią, która i tak mnie nudzi. „Starsze” pokolenie łapie się za głowę, mówiąc – „Jak tak można, przecież my w ich wieku czytaliśmy”. Ale „my” w ich wieku nie mieliśmy kilkuset programów w TV, szerokiej gamy gier komputerowych, w których każdy młody człowiek może znaleźć ucieczkę od rzeczywistości, którą im zgotowaliśmy. Koncernom gier komputerowych jak najbardziej to odpowiada – w końcu rzesza ludzi potrzebujących „alternatywnego świata” jest co raz większa.

Wyobraźmy sobie pomysł bazujący na stworzeniu gier komputerowych, które stałyby się nośnikiem wiedzy,  zachowując przy tym ich atrakcyjność. Rynek gier komputerowych jest tak szeroki i posiada tyle możliwości, że stworzenie takiego programu nie jest czymś niemożliwym, a wręcz przeciwnie- bardzo prostym. Ministerstwo edukacji ma pewne wytyczne i podstawę programową, które swobodnie mogą być wprowadzone w „grę”- to jest tylko kwestia współpracy dydaktyków z programistami. Każda podstawa programowa do każdego przedmiotu, może znaleźć swoje odzwierciedlenie w „grze”.

Problem wtórnego analfabetyzmu, który jest właśnie konsekwencją gier, może być przez nie tak samo rozwiązany- to jest tylko kwestia współpracy psychologów, dydaktyków i finalnie programistów. Co do roli nauczyciela – pozostaje ona bez zmian, poza tym, że omijamy „platonizm”, a efekty bądź problemy będą widoczne gołym okiem poprzez monitorowanie nauki/gry. Owe „gry” mogą ewoluować do programów szkolących na uczelniach, politechnikach i różnego typu szkoleniach – zasięg i możliwości są nieograniczone. Problem tkwi tylko w braku chęci współpracy osób zajmujących się odgórnie problematyką edukacji z ludźmi pragnącymi zmian, wszelkie nowe idee odrzucane są na wstępie bądź bez żadnej odpowiedzi. Struktury, które powinny bazować i tkwić w nowych rozwiązaniach kurczowo trzymają się skostniałego, nieatrakcyjnego i nieefektywnego systemu edukacji. Trudno w tej sytuacji mówić o „pełnej nadziei i możliwości” drodze, jaką ma przebyć w najbliższych latach państwo polskie.

VN:F [1.9.22_1171]
OCEŃ ARTYKUŁ
Wynik: 8.5/10 (wszystkich: 35)
Jaka jest współczesna polska edukacja?, 8.5 out of 10 based on 35 ratings

Polub Gazetę Bałtycką na Facebooku:

Autor

Marcin Siekański

-

(urodzony 15 czerwca 1983 r. w Kozienicach) – historyk, pedagog, wolontariusz, na co dzień pracujący z młodzieżą w warszawskim zespole szkół ponadgimnazjalnych. Absolwent Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie na którym stał się pasjonatem „dydaktyki nauczania” głównie w aspekcie zastosowania nowoczesnych technologii w nauczaniu. W kręgu jego szczególnych zainteresowań historycznych leżą przemiany kulturowo-społeczne zarówno w Europie jak i na świecie w XX w. W wolnych chwilach oddaje się pracy wolontariackiej lub kolejnej pasji – psychologii, w szczególności tematyce wpływu mass mediów i technik informacyjnych na proces uczenia się i kształtowania jednostki. Prowadzi swojego autorskiego
bloga www.marcinsiekanski.wordpress.com

Dodaj komentarz

XHTML: Można użyć znaczników html: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>