Nowe pokolenie "prezesików" | Gazeta Bałtycka
Opublikowano: 16.03.2017

Nowe pokolenie „prezesików”

Gdy staje się Bogiem. Nie, nie będę pisał o prezesie Jarosławie Kaczyńskim. Ani nawet o całej rzeszy prezesów, może bardziej trafne byłoby określenie –prezesików, którzy czasami kreują się na bogów, a najczęściej, zupełnie bezpodstawnie, postrzegani są jako bogowie przez podległych im pracowników. I to o nich właśnie słów kilka.

Oto młodzi, wydawałoby się – wykształceni, z ambicjami, bo przecież te wpojono im już w gimnazjum, ze znajomością języków (jeśli kłopoty, to tylko z ojczystym), z tytułami „licencjata” lub nawet „magistra”. Ci właśnie, którzy mają budować naszą przyszłość, potęgę Rzeczpospolitej, okazują się zupełnie bez kręgosłupów, bez własnego zdania, bez umiejętności jakiejkolwiek refleksji.

Gdy stykają się z osobą wyniesioną na wyższe stanowisko kierownicze, zaczynają się płaszczyć, pokornie wykonywać każde, nawet najgłupsze, niekiedy nawet bezczelne polecenie. Co gorsza, pytani o opinię w jakiejkolwiek sprawie, pytani nawet w dobrej wierze, zanim udzielą odpowiedzi, starają się za wszelką cenę wyczuć, jakiego stanowiska oczekuje . Byle tylko odpowiedź była „po jego myśli”.

Ta gotowość do uległości jest naprawdę zastanawiająca. W końcu jaką karierę może zrobić w takiej czy innej spółce? Cóż może stracić, wyrażając własną opinię na taki czy inny temat, przeciętny . A mimo to zjawisko, o którym piszę, szerzy się w zastraszającym tempie. Podkreślam: nie chodzi tu o to, że podwładni mają przeciwstawiać się zwierzchnikom. Chodzi o to, by mieli własne zdanie i spokojnie, rzeczowo je przedstawiali. Nawet wówczas, gdy jest ono inne niż zdanie zwierzchnika.

Tę umiejętność posiadania i wyrażania własnego zdania doskonale tracimy. Uważam, że jedną z przyczyn tego zjawiska jest niski poziom i jakość kształcenia. Okazuje się, że zarówno wiedza merytoryczna jak i umiejętność posługiwania się rzeczową argumentacją pozostawiają wiele do życzenia. Być może są i inne przyczyny zjawiska, na które staram się zwrócić uwagę. Groźba bezrobocia, utraty w miarę stabilnych warunków życia, może zwykły konformizm. A może zwykły, ludzki strach przed… No właśnie. Przed czym?

Młodzi ludzie, mający przed sobą całe życie, mający przed sobą karierę, dają się bezkarnie tłamsić, poniewierać, dają sobą „pomiatać”. Poświęcają swoją osobowość, odstępują od wpajanych im od dzieciństwa zasad, także etycznych. Bo w osobach swoich prezesów (kierowników, majstrów, zwierzchników) widzą bogów. Tylko, że ci „bogowie” są najnormalniejszymi ludźmi na świecie. Z wadami i zaletami dokładnie takimi samymi , jakie posiadają przeciętni ludzie. Najczęściej to właśnie postawa podwładnych buduje im piedestały. Których wielokrotnie tak naprawdę nawet nie oczekują.

Oczywiście, są wyjątki. Ale życie uczy, że bogowie „z własnego nadania” bardzo szybko spadają z cokołów. Pozostają na nich ci, których sami tam umieszczamy. I dlatego w kontaktach międzyludzkich okrzyk „bój się Boga” należy jak najszybciej zapomnieć. Zapewniam, że warto.


Polub Gazetę Bałtycką na Facebooku:

Autor

Xawery Lopiński

- publicysta, komentator i felietonista.

Dodaj komentarz

XHTML: Można użyć znaczników html: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>