Piotr Mieśnik: "Wciąż czuję w sobie pierwiastek hienowatości" | Gazeta Bałtycka
Opublikowano: 10.11.2014

Piotr Mieśnik: „Wciąż czuję w sobie pierwiastek hienowatości”

Wyłudzanie informacji, rozdmuchiwanie błahych tematów, wymyślanie nieprawdziwych historii. Kulisy pracy w „Fakcie” oraz przyczyny jej porzucenia ujawnił 7 listopada w gdańskiej Bibliotece Manhattan . Spotkanie odbyło się w ramach konferencji dziennikarzy studenckich .

Piotr Mieśnik: "Wciąż czuję w sobie pierwiastek hienowatości"

Gdańsk i Kraków to miasta, do których żaden dziennikarz tabloidowy nie odmówi przyjazdu. – Trójmiasto jest kopalnią tematów – przyznaje Mieśnik. – Tutaj mieszka najwięcej „ryjów”, czyli bohaterów sensacyjnych artykułów: aktorów, sportowców, a w szczególności wpływowych polityków i biznesmenów.

Być może jeszcze rok temu Piotr Mieśnik przyjechałby tu służbowo w poszukiwaniu kolejnej sensacji. Dzisiaj cieszy się, że ten epizod jego życia już się zakończył. I choć czuje, że wciąż tkwi w nim cząstka tabloidowego człowieka, to do pracy w brukowcu z pewnością nie wróci. W październiku ukazała się jego książka „”, która stanowi dla niego formę spowiedzi, definitywnego rozliczenia się z przeszłością.

Droga na skróty

Zanim trafił do redakcji „Faktu” publikował w „Trybunie”. Dobrze wspomina ten okres. I chociaż nierzadko musiał pisać artykuły na zamówienie czy powstrzymywać się od wyrażania własnych poglądów, to właśnie tam nauczył się profesjonalnego, rzetelnego dziennikarstwa. Obecnie pracuje w serwisie gazeta.pl. Jak sam przyznaje dotarł tu na skróty przez pracę w brukowcu. Nie ukrywa, że trochę żałuje swojego wyboru. – Najkrótsza droga nie zawsze prowadzi tam, gdzie byśmy chcieli- stwierdza.

Piotr Mieśnik spędził w redakcji „Faktu” siedem lat. To długo, gdyż wbrew powszechnym przekonaniom, ta praca nie jest zabawą. Wyczerpuje fizycznie i psychicznie. – Zdarza się, że niektórzy dziennikarze kończą karierę w szpitalach psychiatrycznych – przyznaje Mieśnik. On cyniczny, zaślepiony perspektywą awansu i wysokich zarobków okazał się wyjątkowo odporny. – Znajomi w pracy nazywali mnie karaluchem. Wszędzie potrafiłem się dostać – dodaje. Określany był też mianem pistoletu, czyli człowieka do zadań specjalnych. Zajmował się głównie polityką, tropił afery, śledził ludzi władzy. Piął się po szczeblach kariery, zajmując stanowiska od reportera przez redaktora, wiceszefa działu politycznego, po zastępcę redaktora naczelnego serwisu internetowego Fakt.pl. – Odszedłem w momencie, gdy zarabiałem największe pieniądze. Dlaczego? Zadecydowało o tym jedno wydarzenie, które wzbudziło w nim wyrzuty sumienia. – Opublikowaliśmy zdjęcia z pogrzebu czwórki utopionych dzieci. Jeden ze stażystów zapytał czy otrzymaliśmy na to zgodę. Jakiś czas wcześniej też przeżywałem rodzinną tragedię. Wiem, że w takich momentach nie myśli się o paparazzich – opowiada Mieśnik.

Granice moralności

Dziennikarskie hieny w celu zdobycia informacji często uciekają się do wyłudzeń, prowokacji czy manipulacji. Z sali pada pytanie o wyrzuty sumienia. – Jest jedynie strach, że ktoś zrobi sobie krzywdę z naszego powodu – przyznaje dziennikarz.

Czasem zdarza się, że sam redaktor naczelny rezygnuje z sensacyjnego tematu, gdy dziennikarzowi grozi niebezpieczeństwo lub interweniują ci, najczęściej politycy i biznesmeni, którym konkretne artykuły mogłyby zaszkodzić. Wtedy zwykle umawiają się oni z dziennikarzami na inne tematy lub stosują finansowy szantaż. Mieśnik przyznaje, że tego typu działania niewiele mają wspólnego z dziennikarstwem. Choć jednocześnie nie odbiera dziennikarzom tabloidowym zasług, przede wszystkim w zakresie realizacji interesu publicznego. Nie raz udawało im się ujawnić przypadki kumoterstwa, nieprawidłowego funkcjonowania urzędów, placówek medycznych czy oświatowych.

Autor „Wyznań hieny” jest przekonany, że współczesnym mediom nie grozi tabloidyzacja, na taką skalę, jak w czołowych polskich brukowcach. Mimo to ubolewa nad coraz gorszą jakością dziennikarstwa, które stawia głównie na ciekawą formę i ilość. Reporter nie ma czasu na rzetelne zbadanie tematu. – Kilka lat temu poświęcało się na przygotowanie materiału nawet dwa tygodnie. Dzisiaj artykuł, nad którym pracuje się więcej niż jeden dzień jest nieopłacalny – mówi Mieśnik.

VN:F [1.9.22_1171]
OCEŃ ARTYKUŁ
Wynik: 10.0/10 (wszystkich: 6)
Piotr Mieśnik: "Wciąż czuję w sobie pierwiastek hienowatości", 10.0 out of 10 based on 6 ratings

Polub Gazetę Bałtycką na Facebooku:

Autor

Dominika Prais

- pasjonatka literatury i sztuki, miłośniczka kultury francuskiej.

Dodaj komentarz

XHTML: Można użyć znaczników html: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>