Porozumienie z Izraelem. Kto zyskał, kto stracił? | Gazeta Bałtycka
Opublikowano: 1.07.2018

Porozumienie z Izraelem. Kto zyskał, kto stracił?

Na początek króciutki wstęp, którego nie mogę sobie darować. W niedźwiedziej, ruskiej  paszczy z cuchnącym oddechem, gdzie korupcyjnie (Putin słono zapłacił) umieszczono kolejny Mundial, zaświeciło dla nas słoneczko. Choć wydawało się, że po beznadziejnej i kompromitującej klęsce Orłów Nawałki, nic już nie uraduje. A tu Niemcy, jeszcze chwilę mistrzowie świata, dostali po dupie od czwartorzędowej Korei i jak nasi wspaniali chłopcy, jadą ciupasem do domu z podkulonymi ogonami. Choć jeszcze dwa dni temu kpili i wyśmiewali się z polaczków i Lewandowskiego. Brawo Korea! Brawo Senegal! Brawo Chorwacja! Brawo Islandia!

Co to znaczy?! Zwariowałem? Nie moi drodzy. Właśnie kończy się era pseudo-futbolu,  gdzie najważniejszym parametrem jest czas posiadania piłki, a nie ilość sytuacji strzeleckich i liczba bramek. Koniec z tym. Koniec z tysiącem podań w poprzek i do tyłu. Z tzw. grą pozycyjną. Z przewagą cwaniactwa nad walecznością i wolą zwycięstwa. Wracamy do starego dobrego futbolu, jak za Górskiego, z ciągiem na bramkę, sprytem skrzydłowych, jak Grzegorz Lato, mądrością Włodzimierza Lubańskiego, solidnością Kazimierza Deyny, czy krwiożerczym instynktem, niedocenianego niestety Andrzeja Szarmacha, któremu Lewandowski mógłby buty wiązać. A te wszystkie Krychowiaki to śmieszne krasnoludki w porównaniu z takim mistrzem boiska, jak Janusz Kupcewicz.

Oczywiście pan Adam Nawałka nie zauważył, mimo 20-osobowego sztabu asystentów, także pan Zbigniew „Rudy” Boniek, z milionami, które mu wypadają z kieszeni prawie, jak jego kumplowi Misiowi Platiniemu, też nie zauważył, że w piłce nożnej idzie nowe. Że właśnie takie Senegale, Kolumbie, Koree, czy Maroka i Islandie znalazły sposób, choć właściwie zastosowały klasyczną metodę na rozwalanie tych idiotyzmów „gry pozycyjnej”. I po ptokach. Niemcy już Auf Wiedersehen; Francja, jak zwykle trzęsie portkami; Argentynę łut szczęścia uratował; Angole nędza; Hiszpania ledwo, ledwo.

Pies to drapał… Ważne tylko, że te butne, chamskie Szkopy mają nauczkę. I jeszcze powiem – byli dużo gorsi nawet od Orłów Nawałki.

***

Wygraliśmy wybory! Hurrra! Jedne i drugie! Hurrra! Teraz my pokażemy! Przepraszam, co pokażemy? Noo… pokażemy, że Polska jest wielka. Bóg, Honor, Ojczyzna! Matki Boskiej Częstochowskiej, cholera, już do klapy wpiąć nie można, bo ten gad, , najświętszy symbol sprofanował.

Lecz tu niestety, parafrazując naszego niedocenionego geniusza, Wyspiańskiego – rzeczywistość skrzeczy. Gospodarka ledwo się tli rozkradziona i przehandlowana przez takich typków, jak Balcerowicz i Lewandowski, którzy, mam nadzieję, że w końcu, za potworne szkody, jakie uczynili państwu i Polakom, pójdą sprawiedliwie siedzieć.

Czego nie sprzedano, to świadomie zniszczono. Żeby nie było konkurencji dla Niemców, Francuzów, czy Holendrów. Jak wspaniałe stocznie i już prawie całe górnictwo węglowe.

Gazety w 80% niemieckie; banki obce, międzynarodowe. Sieci handlowe nie-polskie. Mało tego, rujnując gospodarkę pozbawiono ludzi miejsc pracy i zmuszając 2 – 3 miliony najinteligentniejszych i sprytnych ludzi do emigracji zarobkowej. To też było zagranie taktyczne „przyjaciół” z zachodu. Bardzo potrzebowali wykształconych Polaków na swoim rynku pracy.

Gdzie są polscy lekarze? Gdzie pielęgniarki i informatycy? A gdzie najwyżej wyspecjalizowani na świecie spawacze okrętowi? A w ogóle, to po co Polaków kształcić? Średnia kadra za dużo wiedzy nie potrzebuje. Są kalkulatory, komputery i smartfony.

Kultura? Na cholerę to komu?! Taniec z gwiazdami nie wystarcza? No to jeszcze Big Brothera macie. A teatry, sale koncertowe, imprezy dla tych, co w muszkach i smokingach, choć naprawdę wczoraj woleli białe skarpetki frotte, oddać zasłużonym i wiernym, Jandom, Sthurom, Kayom, czy Hołdysom. Gawiedź przebierańców w podróbach Armaniego i Versace i tak nie odróżnia kiczu i tandety od sztuki.

Długo tak można wyliczać. Po przejęciu władzy w 2015 roku, Rzeczypospolita była w katastrofalnym stanie. Prawdziwe pobojowisko, po którym hulają tylko łupieżcy, zdzierając resztę odzieży z dogorywającego trupa – Polski.

Rozradowani nasi „patrioci” zapętleni w swojej mantrze – Bóg, Honor, Ojczyzna, nic nie widzieli, nic nie pojmowali i zamiast przyłożyć się do roboty, by wspólnie odgruzować kraj, rozpoczęli swoje ulubione działanie – narzekanie. Nie mogli już narzekać na bandę Tuska i Pawlaka, bo to padlina, więc obrali cele wśród swoich.

I żaden z tych tumanów nie był w stanie pojąć, w tym nagłym odzyskaniu władzy, że jesteśmy państwem słabiutkim, państwem biednym, a na dodatek nie mamy wielu prawdziwych przyjaciół za granicą. Wprost przeciwnie: ze wschodu Rosja, z zachodu Niemcy, nasi odwieczni wrogowie, którzy bez najmniejszych skrupułów nas zniszczą przy najmniejszej okazji.

W takiej sytuacji politycznej szuka się wsparcia. Robi się wszystko, by ktoś silny pomógł, gdy wiadomo, że samemu nie da się rady. Oczywiście hurra – patrioci tego nie pojmują. Więcej, kompletnie nie rozumieją polityki, a długofalowe strategie, czy doraźne taktyki dyplomatyczne, to czarna magia, którą należy traktować z najwyższą podejrzliwością.

Brzytwa Ockhama pozostawia nam tylko trzy możliwości owocnych sojuszy:
zdominowana przez Niemcy,
– Rosja,
– Stany Zjednoczone wraz z mającym na nie wielki wpływ, środowiskiem żydowskim.

Może ktoś widzi inne wyjście? Nie słyszę. Sojusz Wyszehradzki, czy dopiero trzeba zbudować. Na razie, to żadna siła.

No więc – po kolei. Oczywiście najbardziej logicznym, na pierwszy rzut oka, sojuszem, jest Unia Europejska, której członkami jesteśmy już przecież od 14 lat.
Tylko… wówczas, w 2004 roku, jak przystępowaliśmy do niej, to była Unia z pewnymi pozorami uczciwości, a bilans strat i zysków takiej decyzji był lekko pozytywny. Niestety, po tych wielu latach i rządach ferajny Tuska u władzy, rozwiały się wszelkie wątpliwości i to do tego stopnia, że w 2015 roku, duet Unia–PO, przegrały wybory z kretesem.

Dalsze dwa lata rządów „dobrej zmiany” wybijającej Polskę na suwerenność i walczącej o faktyczny wzrost gospodarczy, tylko potwierdziły podejrzenia, co do roli, w jakiej w Unii starano się Rzeczypospolitą obsadzić.

Polska miała pozostać państwem drugiej kategorii, faktycznie neo-kolonią. Dostarczycielem taniej siły roboczej. Wielkim rynkiem zbytu na drugorzędne towary z Europy. Miejscem do wyprowadzania olbrzymich bogactw: przez niepłacenie podatków – pieniędzy obywateli, poprzez fabryki, huty i kopalnie – bogactw naturalnych. Banki, montownie, potężne rolnicze latyfundia, newralgiczna infrastruktura, jak woda i wodociągi miejskie, media, w tym 80% prasy lokalnej w niemieckich rękach, czyli manipulowanie opinią publiczną – to wszystko czysty neokolonializm.

Tego chce Unia Europejska nadal. Lecz my się bronimy przed tym, więc jest wojna. UE nigdy nie będzie naszym prawdziwym sojusznikiem na zasadach partnerskich, tak długo, aż się zmieni całkowicie filozofia tego systemu, lub, co bardziej prawdopodobne, Unia się rozpadnie, jako chwilowa efemeryda w historii Europy.

Ewentualny sojusz i przyjaźń z Rosją już była przez długie lata przerabiana. To państwo, to spadkobierca mongolskiej hordy, zupełnie innej cywilizacji, jak to Koneczny nazywa – cywilizacji turańskiej. Z Rosją co najwyżej możemy mieć normalne, sąsiedzkie stosunki, wyłącznie na partnerskich zasadach. Na to jeszcze za wcześnie, bo ciągle jesteśmy za słabi. Lecz nigdy nie będziemy sojusznikami, jeżeli Rosja nadal będzie prowadzić politykę imperialistyczną, czyli będzie starała się narzucić nam podległość. A potem, jak to znamy – eksploatować.

Czyli co nam pozostało? Nic by nie pozostało, gdyby ostatnie wybory w wygrała ta fałszywa neoliberałka i kryptokomunistka . Szczęście nam dopisało w postaci Donalda Trumpa. Na dodatek jeszcze, on ma wizję Europy, która jest zbieżna z ideą obu braci Kaczyńskich – ideą silnego związku państw Europy centralno – wschodniej, jako przeciwwagi dla zdegenerowanych Niemiec, Francji i Beneluxu, ideą Trójmorza.

I teraz hurra – patrioci zawyją. Optymalnym, logicznym i mogącym przynieść RP wymierną korzyść, jest sojusz ze Stanami Zjednoczonymi i ich najwierniejszym koalicjantem, Izraelem.

Kim właściwie są ci, jak to nazywam, hurra – patrioci? To dobrzy ludzie, pewien element naszego elektoratu. Gdyby starać się zbadać i rozłożyć na części tą grupę, to okaże się, że 50% to biedacy, ludzie mało odporni na propagandę, którym wojna hybrydowa, która toczy się od lat, wdrukowała w umysł poglądy, odpowiadające wektorom polityki Moskwy, czy Berlina. Następne 20% to nieuleczalni antysemici. Choć właściwe to ksenofoby spod hasła „Polska dla Polaków”. Nie cierpią – po kolei, od najbardziej, do najmniej – Żydów, ciapatych, Ukraińców, Cyganów, czarnych, ruskich, szkopów. Użyte określenia są ich nazewnictwem. To grupa raczej nieuleczalna. Następne 20% to hurra – patrioci, którzy są przekonani, że tak jak po II WŚ, cegła po cegle odbudowano Warszawę, tak samo teraz, „własnymi ręcami” damy radę wszystko samemu dokonać. Czyli pełna autarkia. Nikt nie jest nam do niczego potrzebny. I ostatnie 10% to klasyczne, niepoprawne mądrale, które zawsze wiedzą lepiej; wszystko zrobiliby lepiej, a na dodatek są hałaśliwymi, ciągle narzekającymi malkontentami.

***

„Co tam panie w polityce?
– Chińcyki trzymają się mocno?!”

Wyspiański, „Wesele”, Czepiec, do Dziennikarza; akt I, scena 1

„No, tylko my jesteśmy
tacy przyjaciele, co się nie lubią. „

Wyspiański, „Wesele”, Żyd do Pana Młodego; akt I, scena 17.

Nasz niedoceniony geniusz Wyspiański, w tych dwóch skromnych cytatach z „Wesela”, zawarł całą skomplikowaną sytuację roku 2018-go.

Cóż takiego się porobiło? W pierwszym cytacie Wyspiański dał obraz powszechnej wiedzy o świecie i polityce. Płytkiej i powierzchownej. Tak większość odbiera skomplikowane zależności, które rządzą losami całych narodów. „Chińcyki trzymają się dobrze„. No i dobrze… Po co wiedzieć więcej. Mamy władzę, swojego prezydenta, swój parlament i swój rząd. Nawet w ramach istniejących reguł, tak zwanego „prawa”, możemy zrobić wszystko i nikt nam nie podskoczy. Czyżby?

Niestety nie. Nie żyjemy w próżni, więc wzajemne oddziaływania i reakcje są ciągle bardzo mocne. Taki polityczny pętak, jak Schetyna, mówiąc „… i zagranica”,  zdawał sobie dobrze sprawę, jakie to ważne i jakie mogą być implikacje, gdy tę „zagranicę” zdoła się podjudzić i skierować przeciw Polsce. Wiedział także, że sytuacja zewnętrzna jest sprzyjająca, bo władzę w tej „zagranicy” ma opcja diametralnie przeciwstawna temu, co reprezentuje sobą „dobra zmiana”. W skrócie można powiedzieć – neoliberalizm kontra neokonserwatyzm. Post polityczna magma zhomogenizowanego porządku świata kontra naturalna tradycja cywilizacji łacińskiej. Tak, tak, to wojna cywilizacyjna, to wojna o to, jaki ma być nowy świat i kto w nim będzie rządzić.

spowodował, że nie ma to być wyłącznie walka Bruksela kontra Warszawa i może Budapeszt, ale Bruksela, Berlin, Paryż kontra Warszawa, Waszyngton i Tel Aviv. Więc by tego dokonać, trzeba było wyraźnie zaznaczyć, pokazać pewnym silnym akcentem, że już w sprawach najważniejszych spolegliwi nie będziemy i jesteśmy zdecydowani walczyć i wygrać.

Żeby nie było wątpliwości – Amerykanie nie robią tu czegokolwiek, bo nas kochają, bo szanują i podziwiają Polskę. Robią to dla swoich dalekosiężnych interesów i robią to po to, by świat był ułożony tak, jak planuje sobie Waszyngton z obecną władzą, a nie Bruksela – Berlin – Paryż – Moskwa. Więc, jak ten potężny, krwiożerczy rekin, otwierają zębatą paszczę i pozwalają, by mała rybka bezpiecznie oczyściła im zęby. Ta rybka to Polska.

Lecz, by do takiej sytuacji doprowadzić, trzeba było rozpocząć polityczną grę. I to rozpocząć mocnym akcentem. Najlepiej do tego, jak zwykle, nadawali się Żydzi. Po pierwsze, to naród, który ma największe wpływy na Stany Zjednoczone, a po drugie: ” „No, tylko my jesteśmy tacy przyjaciele, co się nie lubią. „, jak powiedział już w 1901 roku Wyspiański. A ponieważ Żydzi uważają Holocaust za swoją największą współczesną świętość, do której tylko oni mają prawo, wystarczyło do tego ludobójstwa dołączyć wymordowanie milionów Polaków, by wrzask na świecie podniósł się pod niebiosa. Bo Żydzi w swej diasporze są wszędzie (może za wyjątkiem Antarktydy, ale nie jestem pewien).

Pozwoliliśmy, by krzyk, oburzenie i stek przekleństw trwał pewien okres. By wreszcie red-necki z Teksasu, Mormoni z Utah i pozostałe światowe prostaczki, może po raz pierwszy w życiu usłyszały, że istnieje coś takiego, jak Polska, a amerykańskie „polaczki” to nie przezwisko niezbyt mądrych ludzi.

Dokonaliśmy tego, co zamierzaliśmy. Utworzyliśmy wspólny front. Dowodem na zakończenie akcji „przyjaciół, co się nie lubią” było wspólne podpisanie polsko –izraelskiej deklaracji przez premierów Morawieckiego i Netanyahu.

Kto zyskał, a kto stracił? Pytanie durne, lecz będą je notorycznie stawiać hurra –patrioci, oczywiście starając się wszystkich przekonać, że Polska została upodlona, a Żydzi, jak zwykle nas wykiwali. Ale to jest właśnie typowa odpowiedź na pytanie z „Wesela” – „Co tam panie w polityce?„. Bo podpisanie deklaracji to obopólna korzyść. A jeśli ktoś się nie domyśla, to deklarację zredagowano i podpisano, bo tak polecił duży blondyn z precyzyjną czupryną.

Stany Zjednoczone w swoim projekcie dla świata, potrzebują bardzo współpracujących ze sobą „przyjaciół, co się nie lubią”, Polaków i Żydów. Tak mogą ogarnąć i wpływać na sytuację w Europie i na Bliskim Wschodzie.

Żydzi oczywiście też dużo zyskali. Kontynuację wsparcia USA w swojej nieciekawej sytuacji w Izraelu. Wyraźnym znakiem było przeniesienie ambasady Stanów do Jerozolimy. A działając wraz z Polską, będzie można wydoić od Niemców jeszcze więcej za II Wojnę Światową i za Holocaust.

Jak powiem, że najwięcej zyskała Polska, to hurra – patrioci zamordują mnie śmiechem. Lecz tak jest i może kiedyś będą w stanie to pojąć. Dobrze by było, by stało się to szybciej, bo mogli by dużo pomóc, zamiast bezustannie bezsensownie knuć. Polska wreszcie ma szeroko otwartą bramę do pełnej suwerenności i może spokojnie i szybko się rozwijać. Nieprawda? Wczoraj podpisaliśmy kontrakt, który powoduje, że przestajemy być niewolnikiem Gazpromu i, o dziwo, staniemy się nawet eksporterem i dystrybutorem gazu LNG. Leją już gorzkie łzy Niemcy w swoich gazowych magazynach w Rehden. Tak bardzo, wraz z Rosją, chcieli być jedynymi panami gazu w Europie. Patrząc dalej, może wkrótce te wszystkie Biedronki, Liedle i Kauflandy będą zmuszone przestać nas okradać, jak przybędzie im konkurencja znacznie potężniejszych (i tańszych dla klienta) sieci Walmart, Kmart, czy 7-Eleven.

Oczywiście wielu się zastanawia, czy to tylko splot okoliczności, czy może dobrze przemyślany scenariusz. A jeżeli to drugie, to kto to wymyślił? Może Jarosław Kaczyński? Eee… niemożliwe!

Lecz zapewne ktoś, w odpowiednim momencie przypomniał sobie imperatyw kategoryczny Immanuela Kanta.

„Należy postępować zawsze wedle takich reguł, co do których chcielibyśmy, aby były one stosowane przez każdego i zawsze”

Ps. Ostatnie dziesięć minut meczu Polska – Japonia, pokazały wszystkim dobitnie, co dzisiaj jest warty światowy futbol. Piniądze, piniądze, piniądze – jak bez przerwy podkreśla słynny Sławomir z Zakopanego. 10 minut 22 wysoko opłacanych facetów (dla Polaków każdorazowo 56 tys zł. za udział w meczu) kopało sobie piłeczkę w stylu – kółko graniaste, czterokanciaste.

VN:F [1.9.22_1171]
OCEŃ ARTYKUŁ
Wynik: 6.7/10 (wszystkich: 6)
Porozumienie z Izraelem. Kto zyskał, kto stracił?, 6.7 out of 10 based on 6 ratings

Polub Gazetę Bałtycką na Facebooku:

Autor

Janusz Kamiński

- publicysta. Z zawodu inżynier elektronik pracujący od 30 lat za granicą na morzu. Konserwatysta.

Wyświetlono 1 Komentarz
Napisano
  1. DorotaGda napisał(a):

    Oficjalny komunikat rzadu to sukces. Jakos mam inne przekonanie. Żydzi dopieli swego a Morawieckie razem z Kaczyńskim pokazali ze nie licza sie wcale. Sa słabi tak jak cały kraj. smutne.

    VA:F [1.9.22_1171]
     Wynik: 0 (oddano 0 głosów)

Dodaj komentarz

XHTML: Można użyć znaczników html: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>