Wszystko jest względne | Gazeta Bałtycka
Opublikowano: 16.03.2015

Wszystko jest względne

Denerwujemy się, gdy nagle z najwyższym zdumieniem dowiadujemy się, że w celu wymiany żarówki w samochodzie musimy jechać do warsztatu naprawczego, gdy przekonujemy się, że odkręcenie pokrywki w suszarce do włosów (tosterze, żelazku czy czymkolwiek podobnym) wymaga wielce specjalistycznego klucza, a naprawa czegoś tak skomplikowanego jak pralka wymaga nie tylko miernika wielkości elektrycznych, ale także bardzo nietypowych, rzadkich narzędzi, projektowanych specjalnie dla tego, określonego jej modelu.

Obecnie trwa naprawa pękniętych rur ciepłowniczych. Prace się przedłużają i prawdopodobnie zakończą się w poniedziałek dopiero około południa.

Wszystko to powoduje, że przeciętny „facet”, nawet gdy na swojej życiowej drodze nie spotka feministki, nie jest w stanie wykonać tego, co jeszcze nie tak dawno musiał zrobić, by nie zyskać opinii na przykład „drewnianej rączki”.

Okazuje się, że to, co jeszcze kilkadziesiąt lat temu było cnotą, teraz jest czymś godnym potępienia. Mam już ten wiek, że mogę powiedzieć: „za moich czasów”. Więc mówię: „za moich czasów” nawet najsłabszy konstruktor pilnować musiał, by jego konstrukcja była poprawna technologicznie. Oznaczało to ni mniej, ni więcej tylko to, że tam, gdzie to było możliwe, musiał być zagwarantowany odpowiednio dobry dostęp, możliwość demontażu i ponownego montażu poszczególnych podzespołów.

Zaletą pracy dobrego konstruktora były projekty proste i funkcjonalne, zapewniające możliwie niskie zużycie materiałów, gwarantujące łatwość (niski koszt) produkcji i możliwie dużą niezawodność zaprojektowanych przedmiotów. Klasycznym przykładem udanej konstrukcji jest oczywiście słynny karabin Kałasznikowa. Dzisiaj jest już dokładnie odwrotnie. Konstruktorzy otrzymują wręcz w założeniach, że zaprojektowane urządzenie ma być możliwie nienaprawialne. Jeśli już musi być inaczej, to ma być skutecznie zabezpieczone przed możliwością naprawy przez „nieautoryzowane” (bez względu na to, co oznacza to trudne słowo) warsztaty naprawcze, przez nieupoważnionych (czytaj: tych, którzy nie zapłacili odpowiednio dużo za „przeszkolenie”) fachowców. A już nie daj Boże, żeby naprawiał to jakiś domorosły fachowiec – złota rączka.

Wszystko to oczywiście w trosce o bezpieczeństwo przeciętnego człowieka, by nikt nie zrobił sobie przypadkiem jakiejś krzywdy. Ale czy świat z tego powodu rzeczywiście zrobił się bezpieczniejszy? Mam wrażenie, że po raz kolejny usiłuje się manipulować opinią publiczną.


Polub Gazetę Bałtycką na Facebooku:

Autor

- publicysta, komentator i felietonista.

Dodaj komentarz

XHTML: Można użyć znaczników html: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>



Moto Replika