Günter Grass - "Zamki na piasku". Seminarium "Wspólny Pokój" o tożsamości Gdańska | Gazeta Bałtycka
Opublikowano: 13.09.2012

Günter Grass – „Zamki na piasku”

– „

Gunter Grass. Fragment książki: „Trzy eseje / , , . (fot. Florian K)

Namiar na muszce, mierzone pytania
przez żywot cały jawią się w wizjerze:
Gdy opuściłem ławę świadków,
przed sąd, pod ścianą podstawiony,
gdzie się granice rzekami kończą,
sześć tysięcy metrów ponad smrodem,
w domu, fryzjer ochuchał lustro
i jego palec pisał:
Urodzony kiedy? No powiedz, gdzie?
To leży na północnym wschodzie, na zachód od
i jeszcze zawsze podnieca fotografików.
To raz się zwało tak, a dziś zwie się tak.
Mieszkali tam aż, dotąd tam mieszkali.
Literuję: Wrzeszcz, zwał się wcześniej.
Dom stoi jeszcze, tylko ten tynk
Cmentarz, który ja, nie istnieje już.
Gdzie kiedyś płoty, każdy może przejść.
Tak na gotycko zmyśla sobie Bóg.
Bo znowu ma się za pieniądze duże.
Liczyłem szczyty, żadnego nie brakło:
dogania siebie średniowiecze.
Tylko ten pomnik ogoniasty
na zachód pogalopował.
A każda pauza przynosi pytanie;
gdym ja, między muszlami, babrał się w piasku,
kiedym w Brętowie znalazł płytę z grobu,
kiedym papiery poruszał w archiwum
i w pięciu mowach w hotelu pytanie:
Urodzony kiedy i gdzie, dlaczego?
Goniąc spowiedź, spowiadałem mój pisak:
To było w czasach rentenmarki.
Tu, przy Motławie, która boczną rzeką,
gdzie Forster ryczał i Hirsch Fajngold milczał,
tu gdzie swoje pierwsze buty
zdzierałem i gdy umiałem mówić,
uczyłem się jąkąć: piasek, lejąca bryja,
do ulepiania zamków, aż mój dziecięcy pałac
gotykiem się spiętrzył i rozpadł.
To było zaledwie dwadzieścia lat po Verdun
i okres lat trzydziestu, aż mnie synowie
zrobili ojcem; zapach stajenny
ma mowa ta, instynkt zbierania,
kiedym historie, motyle nabijał
i słowa łowił, które niby koty
na tratwach drżały na ląd wysadzone,
dwanaście młodych dały: szarych i ślepych.
Urodzony kiedy? I gdzie? Dlaczego?
To wlokłem w te i we wte,
topiąc w Renie, pod Hildesheim grzebiąc,
lecz nurkowie odkryli i koszami szło
plaż bogactwo taśmociągiem w wierzch.
Bukiew, bursztyn, lemoniada w proszku,
tani scyzoryk i tamta kalkomania,
sztuka za sztuką, liczby ton nośności,
wskazówki minut, guziki monety,
dla każdego miejsca jest torebka wiatru.
Składowania uczy moje biuro znalezionych zgub:
zapachy, wytarte stopą progi,
przedawnione długi, bateryjki tylko
szczęśliwe w lampach kieszonkowych,
i nazwiskach, które są tylko nazwiskami:
Elfriede Broschke, Siemoneit,
Guschnerus, Lusch i Heinz Stanowski;
i Chodowiecki też, Schopenhauer
tam się urodzili, Kiedy? Dlaczego?
Tak, w historii byłem zawsze mocny.
Pytajcie mnie o dżumę i o zwyżkę cen.
Wyśpiewam biegle każdy pakt pokoju,
Mistrzów Zakonu i potopy Szwedów
i wszystkich Jagiellonów znam
i kościoły wszystkie, od Jana
od Trójcy, w ciężkiej rudej cegle.
Kto jeszcze pyta gdzie? Mój język tkwi
jest podstępnie bałtycko-swojsko-ciepło
Jak robi Bałtyk? – Blubb, piff, pschpsch…
Z niemiecka, z polska: Blupp, pyff pszcz…
Lecz gdym na zjazdach ziomkostw w Hanowerze,
liniami autobusów ekstra,
przez Bundensbahn karmionych,
zmęczonych świętem funkcjonariuszy pytał
ci zapomnieli jak Bałtyk zaszumi
i zezwalali Atlantykowi beczeć,
ja pozostałem uparcie przy: Blupp, pyff, pszcz…
Wtedy wołali wszyscy: Zatłuczcie go!
On zrezygnował z ludzkich praw i z rent,
z równania krzywd, z ojczyzny,
słuchajcie, jak ona gada:
To nie jest Bałtyk, to jest zdrada.
Przesłuchujcie go, stawiajcie Katownię,
spętajcie, łamcie kołem go i oślepiajcie,
rozdzierajcie i przypiekajcie,
ściągajcie pamięć śrubami.
My chcemy wiedzieć, gdzie i kiedy.
Nie na Siennej Grobli i łąkach podmiejskich,
nie na Korzennej – ach, gdybym to ja
jednak urodził się między spichrzami na wyspie! –
obok browaru, niedaleko Zaspy
to stało się, dziś ulica ta
zwie się po polsku Lelewela – tylko numer
z lewej strony drzwi, został, jest,
I piasek, mokry bicz, a z babek piasku: zamek Graala…
Z Kleckerburg rodem, na zachód stąd.
Leży północno – zachodnie, na południu.
Tam światło o wiele szybciej zmienia się.
Mewy nie są mewami, lecz.
I również mleko, boczne ramię Wisły,
płynęło miodem pod mostami dalej.
Ochrzczony szczepiony bierzmowany, w szkole.
Bawiłem się odłamkami bomb.
I dojrzewałem między
Duchem świętym a Hitlera zdjęciem.
W uszach wciąż brzmią syreny statków,
sączą się zdania, okrzyki pod wiatr,
parę ocalałych dzwonów, ognie ujść
i niech Bałtyk nieco: Pschpsch, piff, blubb…

Przełożył: Bolesław Fac
Z książki: „Trzy eseje / Bolesław Fac, Maria Janion, Zofia Watrak”
Gdańsk : Wydaw. im. Joachima Lelewela : Towarzystwo Polska-Niemcy, 1

” o tożsamości Gdańska

i serdecznie zapraszają na prelekcje i debaty w ramach seminarium „Wspólny Pokój”, które odbywać się będą w dniach 19-21 września w siedzibie IKM (ul. Długi Targ 39/40) oraz w salach Uniwersytetu na ul. Bażyńskiego 4.

Seminarium z udziałem naukowców z Polski i Niemiec jest pierwszym etapem projektu „Wspólny Pokój”, który odnosi się do trudnej, powojennej historii Gdańska. „Wspólny Pokój” otrzymał oficjalne wsparcie Güntera Grassa.


Polub Gazetę Bałtycką na Facebooku:

Autor

Redakcja

- Gazeta Bałtycka

Dodaj komentarz

XHTML: Można użyć znaczników html: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>