Prowokacyjny napis na gdańskim zabytku pozostał. „To symbol nieudolności” | Gazeta Bałtycka
Opublikowano: 8.02.2021

Prowokacyjny napis na gdańskim zabytku pozostał. „To symbol nieudolności”

Szpecący na ścianie jednego z najważniejszych gdańskich zabytków wciąż nie został usunięty. W ten sposób już stał się symbolem nieudolności, biurokracji i paraliżu instytucji publicznych. Jak tak dalej pójdzie, zdąży stać się zabytkiem i problem w naturalny sposób ulegnie rozwiązaniu.

fot. M. Stosik

Haniebny napis umieszczony na Złotej Bramie w Gdańsku zdążył stać się motywem serialu „Historia wulgaryzmów” emitowanego przez platformę . Odcinek poświęcony Gdańskowi pokazano kilka miesięcy temu. Od tamtego momentu napis na zabytku pozostaje, witając a jednocześnie wprowadzając w spore zdziwienie szczególnie zagranicznych turystów, którzy w większości znają język angielski.

Sytuacja jak w soczewce pokazuje, w jak skrajnie tragicznej sytuacji znaleźliśmy się wszyscy. Nadmiar i wszechobecność nikomu niepotrzebnych urzędników, ogrom zmieniających się każdego dnia przepisów, a na samym końcu wszechobecny strach powodują, że ani samorząd, ani właściciel, ani instytucje centralne nie mogą, a właściwie po prostu nie chcą poradzić sobie z… niewielkim graffiti.

Właścicielem Złotej Bramy jest , które – jak deklaruje – bardzo chciałoby napis usunąć, ale podobno musi mieć na to zgodę Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, ten z kolei z jednej strony mówi o konieczności uzyskania takiej zgody, z drugiej zaś (ustami swojego rzecznika) sugeruje, że do usunięcia napisu zgoda wcale nie jest wymagana… Z kolei w piśmie adresowanym do Stowarzyszenia Architektów Polskich jednoznacznie informuje (z powołaniem się na odpowiednie przepisy), że jakakolwiek ingerencja w musi być poprzedzona uzyskaniem zgody konserwatorskiej…

Wokół mamy jeszcze Miejskiego Konserwatora Zabytków, wraz ze swoimi urzędnikami, z którym… mimo wielu prób, nie udało nam się skontaktować…ale zapewne miałby jeszcze inną teorię w sprawie feralnego napisu.

Wszyscy bardzo intensywnie pracują próbując rozwiązać „poważny” problem, generują kolejne opinie, prokurują wnioski i pozwolenia, korespondencja między urzędami trwa od miesięcy. Oczywiście nic poza jałową pracą dla urzędników z tego nie wynika.

Słowem – wszyscy bardzo chcą, ale nikt nic nie może. I w ten sposób szpetny napis na Złotej Bramie w Gdańsku staje się symbolem wszystkiego, co od dawna dzieje się w kraju. Wiele chcemy, mamy ogromne ambicje i fascynujące pomysły, ale żadnej mocy sprawczej. Na szczęście urzędniczy paraliż ma i swoje dobre strony – jak tak dalej pójdzie, graffiti też stanie się zabytkiem, wówczas nie będzie można go usunąć i problem w sposób naturalny się rozwiąże. Ciekawe tylko, co pomyślą o nas następne pokolenie…


Polub Gazetę Bałtycką na Facebooku:

Autor

- dr n. hum., publicysta i komentator. Twórca niezależnych mediów. Autor analiz dotyczących PR, języka polityki i marketingu politycznego.Twitter: @MichalLange

Wyświetlono 1 Komentarz
Napisano
  1. Marek pisze:

    Gdzie są władze miasta ? Pewnie w kolejce PO pół litra i dwie pepsi .

Dodaj komentarz

XHTML: Można użyć znaczników html: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>